dołek dołeczek
Link 21.09.2007 :: 18:56 Komentuj (1)
nie moge sie ostatnio pozbyc uczucia bezsensu. beznadziei. grr. trzy dni ciszy miedzy nami. przerywane tylko prozaicznym: wyrzuc smieci, zmien skarpetki bo smierdza. poza tym nic. przeze mnie? moze. a raczej przez to ze mi sie wybuchło. hmm. a moze raczej bowyrzuciłam z siebie to, co mnie boli. i tak mam. co jakis czas musze to z siebie wyrzucic. druga sprawa to, ze do niego ile bym nie gadała to i tak nie moge liczyc na zaden odzew i jakakolwiek zmiane z jego strony. pierdolenie o szopenie tzw. no i co? no i w kółko jest to samo, czekam na to w która strone posunie sie nasz związek, w którą stronę przeważy? czy ja w końcu wumiekne i go zostawie? czy on w koncu sie zmieni i bedzie ok? zawieszona w tym stanie swiadomosci trwam praktycznie od poczatku naszego małżeństwa. on czy ja? beznadzieja. kocham... tak. ale w tym wypadku sama miłosc nie wystarczy. bo jesli kocha sie człowieka ktory jest niezdolny do zbudowania normalnej rodziny i wywiazywania sie ze swoich obowiazkow? to wtedy co. wtedy czekasz. wiecznie czekasz. chociaz juz nie ufasz. i nie wierzysz. ale ciagle masz nadzieje. gówno. gówno. gówno. bez sensu.
wakacje [?]
Link 01.08.2007 :: 13:14 Komentuj (1)
wakacje takie jakie będą wynikają tylko i wyłącznie z wielu braków. z braku funduszy. z braku auta sprawnego na tyle by wybić się gdzies dalej. z braku opiekuna dla psa. z braku pogody.
no i jedziemy nad jezioro z córą. na domek. i będe sobie lezec do gory brzuchem o ile J. mi na to pozwoli. heh. a jak mała pojdzie spac to romantyczne wieczory z R. przy grillu browarku i joncie.
grunt zeby sie oderwac. od wszystkiego. i wszystkie nerwy zostawic z boku.
aaa koćki labuuja...
Link 18.07.2007 :: 21:59 Komentuj (2)
wczoraj moja mała miała urodziny. drugie. osz leci ten czas. powinnam zaczac sie czuc stara chyba, nie?? a jakos nie czuje.
imprezka była. dżampa taka dla J. torta dmuchała z 10 razy. balony poprzebijała, szampana babci podpijała z kieliszka. a jak wszyscy śpiewali sto lat to ona się wbiła ze swoją wersją kołysanki "aaa koćki labuuuuja lobimy julcie bawimy..". kocham tego mojego szkraba. i te jej pieśki, koćki, koniny i to "mama budź!!!" jak tylko próbuje zamknąć oko chociaż na chwile. i to jej ELO jak ktos do nas przychodzi. i to "dzieci nie palą" jak łape za papierosa. i w ogóóóóóóle. no.
i jestem mamą już dwa lata. a pamiętam jak dziś jak weszłam do pokoju ze łzami w oczach i rzuciłam się R na szyję wyjąc do księżyca. a teraz co? teraz gdy to gdy J. za bardzo chciwa się robi na zabawki i słysze tylko "moje moje" to w momencie padają słowa z ust mojego męża "misiek montujemy drugie, nie da rady zeby ona była taka zachłanna, jedynak o niet!!" no ale jeszcze nie. za młodą mamą jestem żebym była mamą dwójki.
chyba.
póki co to łykam tabletke cobym jeszcze w te wakacje chociaż troche przytańczyła. hehehe.
a potem się pomyśli.
...
Link 11.07.2007 :: 22:10 Komentuj (1)
ostatnie dwa dni spedzilam rozkminiając moj wyglad. nowy wizerunek?? raczej powrot do korzeni. po 4 miesiacach pozbyłam sie warkoczykow. ugh. nigdy wiecej. dwa kilosy brudu i syfu wydłubane z glowy. i rozplątywanka dredow powstałych na odrostach. mamma mia masakra. trza sie wziac za siebie, ogarnac troche. fryzure i w ogole. no. a mowi to osóbka która nie ma czasu paznokci sobie obciac. hueh.
takie życie.
znowu tu?
Link 04.07.2007 :: 23:44 Komentuj (1)
tak sobie siedze i sie wkurwiam. i grzebie z tym internecie z nudow. i z nudow przypomnialo mi sie ze mam jeszcze bloga. ech.
a siedze i sie wkurwiam bo mój znowu płynie. heh. bo kolega z francji wrócił. bo kolega z anglii wrócił. bo ten ma urodziny. bo weekend się kończy. bo się zaczyna. tyle powodów jest by iść w melanż. a powodów by się ogarnąć i pomyslec o rodzinie, obowiązkach itp. jakoś dziwnie mało. może nie jest tak źle? tak źle moze i nie. moze i inne mają gorzej. no bo było dobrze jakiś czas. i już mu bije. osz kurwa mać. zamiast facet żeby cie wspierał i pomagał to jeszcze musisz mu pokazać palcem co ma zrobić i trzy dni pierdolić aż sie ruszy. a on jeszcze ci mowi ze wychodzi, niedlugo bedzie i wraca o 2 w nocy.
może nie jest źle.za dupami nie lata, kocha mnie . zazdrosny jak skur...
ale co ja z tego mam??
wspaniałe dziecko.
a w związku? gówno w zasadzie. zajebisty seks. no.
a poza tym? poza tym to kłótnie, wkurwki. no i czasem jak już przegnie na maxa to jest z miesiąc dobrze. potem z miesiąc sie po mału pierdoli. żeby znow miało być dno i wielka wojna. i tak w koło macieju.
ja nie wiem czy faceci nie mają mózgu? mój na pewno nie. chyba. nie wiem kurwa już sama chwilami to z chęcią bym go zostawiłą ale...? no kocham go. myśle sobie że gdybym nie miała dziecka to pewnie też bym leciała nieźle z tematen, imprezki melanże, wszystko co najlepsze. no ale J. mnie wyciągnęła z tego. wtedy, gdy zakiełkowała w moim brzuchu. a jego nie. troche. ale jeszcze bardzo duzo mu brakuje. no i co kurwa teraz?
jak 22letniego debila przekształcić w "normalnego" męza i ojca??